Przez
 w: Bez kategorii

I nie opuszczę cię aż do… jutra
Małżeństwo – święty węzeł czy kontrakt
Małżeństwo do lamusa?
Małżeństwo – top instytucja czy anachronizm?
Małżeństwo – anachronizm, ale wciąż na topie
Małżeństwo – pogłoski o jego śmierci są mocno przesadzone
Małżeństwo – obrywa, lecz wciąż trzyma się mocno
Czy małżeństwo to przeżytek ?

 Obecnie małżeństwo to nierzadko bardziej kontrakt i układ interesów niż sakrament. Często elementem najsilniej scalającym związek jest wspólny kredyt, albo prowadzenie firmy. Uczucia pozostają na drugim planie.    

Dziś mieszkanie bez ślubu pod jednym dachem jest społecznie akceptowane niezależnie od tego, czy para planuje zalegalizowanie związku czy też nie. Coraz więcej osób opowiada się też za rozwodem, jeśli związek małżeński jest nieudany, nawet jeśli wychowuje dzieci. Czy to znaczy, że małżeństwo można uznać za przeżytek?

Razem, ale nie do grobowej deski

Nierzadko stojąca przed ołtarzem para, która ma się połączyć węzłem małżeńskim, wybucha śmiechem, słysząc formułkę „…i nie opuszczę cię aż do śmierci”. Sugeruje to, że już na samym początku pożycia małżonkowie przyjmują założenie, że ich związek prędzej czy później się rozsypie. Nową drogę życia rozpoczynają bez nadziei na to, że będzie ona udana i  nawet nie biorą pod uwagę, że spróbują pokonać ewentualne trudności. – Dzisiaj z powodu postępującej sekularyzacji przestajemy traktować małżeństwo jak sakrament. Traci ono na znaczeniu – mówi prof. dr hab. Irena E. Kotowska z Instytutu Statystyki i Demografii Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. – Jednak nie można powiedzieć, że jest przeżytkiem, bo nadal pozostaje ważną płaszczyzną relacji międzyludzkich i tworzenia rodziny – podkreśla, powołując się na badania ankietowe „Generacje i rodziny”, których jest współautorką i które dotyczą życia Polaków od momentu opuszczenia domu do przejścia na emeryturę. W badaniach, w których wzięło udział 15-20 tys. osób mających od 18 do 79 lat, tylko co dziesiąty respondent uznał, że małżeństwo jest przestarzałą instytucją, mimo że coraz mniej osób uważa je za nierozerwalne. Bo choć ponad połowa pytanych odpowiadała, że zawiera się je na całe życie, to ponad 60 proc. spośród nich akceptuje rozwód, nawet jeśli para ma dzieci.

Obrączka na palcu, toast w remizie

Aneta i Mariusz, trzydziestokilkulatkowie pochodzący z niewielkich miejscowości, swoje życie związali z Warszawą. Tu właśnie ukończyli studia i zaczęli pracę w firmie konsultingowej, gdzie się poznali. Kiedy sześć lat temu postanowili wspólnie zamieszkać, nawet do głowy im nie przyszło, że mogliby zalegalizować związek. – Właściwie z takim pomysłem zwrócili się do nas rodzice mający bardziej tradycyjne podejście do kwestii małżeństwa – wspomina Aneta. – Bardzo chcieli zobaczyć swoją córkę w białej sukni, zięcia wkładającego na jej palec obrączkę i pierwszy taniec wykonany przez młodą parę na weselnym przyjęciu gdzieś w strażackiej remizie, w obecności zachwyconych tortem i talentem didżeja cioć, kuzynów i sąsiadów.

Związek nieformalny wymaga heroizmu

Zainteresowani jednak nie wzięli sobie do serca  sugestii najbliższych. Jak mówią, z braku czasu i ciągłego zabiegania. Zabieganie zaś wynika w dużym stopniu z faktu, że wychowują  dwoje dzieci: czteroletniego Bartka i roczną Jagodę. Czy fakt posiadania potomstwa nie zmobilizuje ich do sformalizowania związku? – Możliwe, że ze względów praktycznych powiemy sobie sakramentalne „tak” – śmieje się Mariusz. –  To ułatwi nam mnóstwo formalności związanych z dziedziczeniem, podatkami czy możliwością reprezentowania drugiej osoby – tłumaczy, dodając, że na decyzję o ewentualnym ślubie na pewno nie będzie mieć wpływu obawa przed społecznym napiętnowaniem „nieślubnych” dzieci. W dużym mieście raczej nie spotyka się przejawów ostracyzmu, szczególnie że Bartek zarówno w przedszkolu, jak i na podwórku ma kolegów, których rodzice też pozostają w nieformalnych związkach.

  • W Polsce około 40 proc. objętych badaniami małżeństw ma za sobą tak zwaną kohabitację, czyli współzamieszkiwanie i prowadzenie gospodarstwa domowego, które poprzedziło usankcjonowanie związku – mówi prof. Kotowska. – Uważam, że związki nieformalne są u nas dyskryminowane, ponieważ nasz kraj nie dopuszcza związków partnerskich, które regulowałyby wiele kwestii formalnych. Dlatego pozostawanie w układzie niezalegalizowanym jest trudne i wymaga determinacji. Niejednokrotnie ludzie żyjący razem od lat nie mogą uzyskać w szpitalu informacji na temat stanu zdrowia partnera, odebrać z przedszkola własnego dziecka czy też objąć bliskiej osoby swoim ubezpieczeniem zdrowotnym.
  • Z tego powodu wiele osób, gdy ma im się urodzić dziecko, decyduje się na ślub, nie mając ochoty na dłuższą szarpaninę z piętrzącymi się trudnościami natury formalnej.

Przemoc dozwolona, rozstanie nie do przyjęcia

Gdybyśmy żyli w świecie idealnym, to pewnie za najważniejszy element scalający małżeństwo uznawalibyśmy dozgonną miłość. Ale nie zawsze tak jest. Wśród powodów bycia razem małżonkowie wymieniają: dzieci, które chcą wychować, poczucie bezpieczeństwa, a także wspólnie prowadzoną firmę bądź wspólny kredyt do spłacenia. Instytucja małżeństwa szczególnie ważną rolę odgrywa w życiu osób religijnych, które traktują ją jako coś świętego i nierozerwalnego. – Względy religijne skutecznie podtrzymują żywot nawet toksycznych związków. Dochodzi w nich  nierzadko do przemocy, której ofiarami są też dzieci. Ale w imię wiary małżonkowie są w stanie znieść wszystko, podkreślając, że nie mogą się rozstać, bo w ich rodzinie to nie do przyjęcia i nikt wcześniej nie wcielał w życie takich radykalnych rozwiązań – mówi Małgorzata Chmielewska-Zdunek, socjolog małżeństwa i rodziny oraz psychoterapeutka, która od 17 lat zajmuje się terapią związków.

Wyszłam za mąż, zaraz wracam

Jednak większość pacjentów Chmielewskiej to ludzie mający problem raczej z utrzymaniem związku niż rozstaniem.  –  Coraz więcej osób wchodzi w związki bardzo szybko i równie szybko z nich wychodzi. Żywotność takich relacji to zazwyczaj kilka miesięcy – mówi psychoterapeutka.

Czy ich krótkotrwałości sprzyja internet, który umożliwia nawiązywanie niezobowiązujących kontaktów, takich jak: ghosting (związek sprowadzający się do kilku spotkań), „kruszenie chleba” (flirtowanie bez intencji kontynuowania w realu), cushioning (randkowanie mimo bycia w stałym związku) czy situationship (przyjaźń połączona z okazjonalnym seksem)? Sieć niewątpliwie spłyca kontakty międzyludzkie, zwalniając z konieczności konfrontowania się z drugim człowiekiem. A to dla niektórych nie lada problemem, co jest związane z zanikiem umiejętności społecznych czy niskim poczuciem własnej wartości. Jednak, jak zaznacza nasza rozmówczyni, światłowodów nie należy  demonizować. – Portale randkowe to niejednokrotnie wybawienie dla ludzi, którzy nie mają czasu lub są nieśmiali. W swojej praktyce mam do czynienia z parami, które poznały się w sieci i tworzą udane związki. Są to zazwyczaj ludzie niezależni, zawodowo i finansowo ustawieni i wiedzący, czego chcą, wchodzący w relację z pełną świadomością – tłumaczy.

Dzisiaj  przywiązujemy dużą wagę do jakości związku, dlatego wzrastają nasze oczekiwania wobec partnera. Kiedyś główną przyczyną rozwodów był alkoholizm, obecnie częściej mówi się o zdradzie, ale także o niedopasowaniu, różnicy charakterów będącej wystarczającym powodem do rozstania, które wcale nie jest domeną ludzi młodych, z krótkim stażem małżeńskim.

Kruchość srebra

Elwira, lat 23, zastanawiała się, czym uszczęśliwić swoich rodziców z okazji srebrnych godów, czyli 25-lecia małżeńskiego pożycia. Może zorganizować uroczystą kolację w lokalu,  wysłać w atrakcyjną podróż, a może podarować obrączki, które kiedyś musieli sprzedać, by podreperować domowy budżet, zastanawiała się. – Dobrze, że w nic nie zainwestowałam, bo rodzice poinformowali mnie, że się rozwodzą – opowiada. – Byłam w szoku. Oczywiście wielkich porywów namiętności od dawna między nimi nie widziałam, ale wydawali się w miarę udanym małżeństwem. Tymczasem mama, precyzyjna księgowa, i tata, stateczny właściciel firmy budowlanej, oznajmili, że chcą spróbować czegoś nowego – dodaje.

Jak wynika z badań prof. Kotowskiej, „spróbować czegoś nowego” pragnie coraz więcej małżeństw ze stażem przekraczającym 20 lat. Na początku lat 90. ubiegłego wieku udział takich par w rozwodach osiągał poziom 14 procent. W 2015 roku było to już 27 procent. – Ludzie żyją coraz dłużej i uświadamiają sobie, że kilkadziesiąt lat  pod jednym dachem  z tym samym partnerem jest ponad ich siły. Dlatego postanawiają się rozstać – tłumaczy Chmielewska-Zdunek. – W wielu przypadkach wiąże się to z kryzysem wieku średniego, niemożnością pogodzenia się z upływem czasu i śladami, jakie odciska on na ciele i psychice partnera. Bywa, że takie osoby decydują się na związek z młodszym partnerem, bo to kojarzy im się z przypływem sił witalnych.

Kobiety kończą związki

Z tych samych badań wynika, że spada liczba rozwodów wśród małżeństw ze stażem nie większym niż czteroletni. Na początku lat 90. rozpadało się co czwarte takie małżeństwo, w 2015 roku – tylko co piąte. Jak mówi Chmielewska, młodzi ludzie, którzy do niej trafiają, coraz częściej potrafią wypracować partnerski model małżeństwa. Skupiają się na dziecku, którym zajmują się wspólnie. Nie kierują się sztampowymi przekonaniami o podziale ról społecznych w zależności od płci. Jeśli tu dochodzi do kryzysu, zdarza się to mniej więcej w siódmym roku pożycia, gdy latorośl już nieco podrośnie i ten wypracowany schemat przestaje mieć uzasadnienie.

Profesor Kotowska zwraca uwagę, że charakterystyczne dla tej grupy wiekowej jest to, iż często do ewentualnego rozwodu dążą kobiety, które mają wobec partnera duże wymagania, a jednocześnie są niezależne i potrafią się same utrzymać.

Dwoje do poprawki

Jednak niektórzy małżonkowie, nim położą krzyżyk na swoim związku, postanawiają dać mu szansę. Często w takich właśnie okolicznościach trafiają do gabinetu psychoterapeuty. Na kozetce Małgorzaty Chmielewskiej-Zdunek wraz ze swoimi „właścicelami” zasiadają: zdrady, depresje, alkoholizm, niezdolność do komunikowania się i niekontrolowane wybuchy emocji – bo to właśnie te „bestie” są najczęstszą przyczyną rozstań. Psychoterapeutka stara się je okiełznać, posiłkując się technikami behawioralno-poznawczymi. Najważniejsze, by obie strony były otwarte i gotowe do współpracy, do której zazwyczaj trudniej przekonać mężczyzn. Muszą nabrać pewności, że terapeuta niczego nie narzuca, nie ocenia i nie faworyzuje jednej ze stron.

-Trafiają do mnie ludzie, którzy nie umieją się wzajemnie słuchać, nie rozumieją się i nie dostrzegają swoich potrzeb – mówi Chmielewska. – Bardzo często wynika to z faktu, że zostali wychowani w różnych domach i mają inne wzorce zachowań. Jak ma się dogadać mąż wychowany w rodzinie, w której panował patriarchat i przekonanie o dominującej roli mężczyzny, z żoną pochodzącą z rodziny, w której ciągle mówiono o równości płci? Terapeuta musi spowodować, żeby zainteresowani zdystansowali się do wzorców wyniesionych z domów rodzinnych i wypracowali własny model życia i postępowania – tłumaczy. Niekiedy, żeby „naprawić” związek, trzeba dokopać się do traum, które zainteresowani dźwigają od lat dziecięcych.

Dom jak korporacja

Gdy 44-letni Paweł trafił do gabinetu, był majętnym biznesmenem, szychą w jednej z korporacji. Jednak na gruncie kontaktów damsko-męskich wszystko się sypało. Pacjent miał za sobą cztery małżeństwa. Jak się okazało, jego dzieciństwo zdominował ojciec alkoholik. Gdy chłopak miał sześć lat, był zmuszony regularnie dostarczać mu wino i samodzielnie pozyskiwać pieniądze na trunek. Takie „wychowanie” spowodowało, że syn wyrósł na człowieka niezwykle operatywnego w sprawach biznesowych, ale zupełnie bezradnego w sferze uczuć.

Przypadek Pawła można zaliczyć do kategorii „małżeństw korporacyjnych”. – Takie pary często pracują razem, osiągają sukcesy i są nastawione na cel. I ten korporacyjny model przenoszą do domu funkcjonującego jak perfekcyjna maszyna: jest dostatni, doskonale posprzątany i zarządzany, a każdy mieszkaniec ma czas zaplanowany co do minuty – opowiada psychoterapeutka. – Niestety, często brakuje w nim emocji, uczuć i spontaniczności, na czym cierpią też dzieci. Ale nie tylko one, bo w tych niby-doskonałych układach zdarzają się potknięcia w postaci zdrad – mówi, podkreślając, że ludzie mający tendencje do tworzenia takich związków, podobnie jak Paweł, często pochodzą z rodzin dotkniętych problemem alkoholowym.

Małżeńskie piekło jest wybrukowane perfekcją

Przesadna skłonność do perfekcji połączona z brakiem empatii zbiera żniwa nie tylko w małżeństwach korporacyjnych. Chmielewska wspomina pacjenta, Ernesta, który miał obsesję na punkcie swojego ciała. Długie godziny spędzał na treningach i na siłowni. Kiedy w jego związku pojawiło się dziecko, przestał akceptować swoją partnerkę, u której ciąża zmieniła sylwetkę. – Domagał się, by nad nią pracowała, nakłaniał, by wyjeżdżała z nim na forsujące górskie wyprawy i uprawiała ekstremalne sporty. Zupełnie nie liczył się z potrzebami kobiety, starając się je dopasować do swoich własnych. Ale ona nie była w stanie podążać za partnerem, szczególnie że cierpiała na depresję poporodową. Ostatecznie związek się rozpadł – mówi terapeutka.

Małżonkowie niekiedy mają tendencje do narzucania swoich upodobań drugiej stronie, nie umiejąc znaleźć kompromisu. Przejawia się to m.in. w życiu intymnym: jedna strona chce realizować swoje potrzeby seksualne rano, druga – wieczorem. Problem jest pozornie błahy, ale nieprzepracowany i nierozwiązany, może doprowadzić do rozpadu związku. – Takie pary wysyłam na randki. Proponuję, by małżonkowie zastanowili się, kiedy będą w dobrej formie, i ustalili godzinę spotkania, podczas którego będą zgłębiać sztukę kochania – tłumaczy terapeutka.

Ani małzeństwo, ani partnerstwo

Wydaje się, że niekiedy prościej wybrać się do adwokata i poprosić o przygotowanie pozwu rozwodowego, niż walczyć o to, by związek przetrwał. Dlatego przyznawane w Polsce państwowe odznaczenie za 50-letnie pożycie małżeńskie wydaje się w pełni uzasadnione: zazwyczaj stoi za nim ciężka praca małżonków i liczne zabiegi pielęgnacyjne, a nawet akcje reanimacyjne. Takie odznaczenia wręcza m.in., urzędujący w Słupsku, najsłynniejszy chyba w Polsce prezydent Robert Biedroń, który w czasie trwania swej kadencji udzielił też około 100 ślubów. Paradoks polega na tym, że sam Biedroń, mimo że związany ze swym partnerem od kilkunastu lat, ślubu wziąć nie może. Nie może też wstąpić w związek partnerski, bo polskie prawo takiego nie przewiduje, i to zarówno w przypadku par heteroseksualnych, jak i homoseksualnych. Pewne jest jednak to, że nawet gdyby instytucję małżeństwa dotknął bardzo głęboki kryzys, zawsze może ona liczyć na poparcie osób homoseksualnych, które już od dawna podejmują działania, by związki małżeńskie stały się również ich udziałem.

Nudne jest życie Pigmaliona

Małżeństwo dziś postrzegane jest inaczej niż w przeszłości i pewnie jego model będzie się zmieniał. – Cokolwiek by się jednak nie działo, nigdy nie stanie się przeżytkiem. Ludzie zawsze będą się ze sobą łączyć, bo mają  potrzebę bliskości i bycia z kimś – mówi Małgorzata Chmielewska-Zdunek. Obyśmy tylko nie zaczęli realizować potrzeby bliskości na modłę japońską. W Kraju Kwitnącej Wiśni już 20 tys. mężczyzn zastąpiło partnerki lalką bądź lalkami, z którymi dzielą mieszkanie, łoże i życie. Taka warta około 30 tys. złotych dama – łudząco przypominająca kobietę – jest w pełni przykrojona do potrzeb swego „partnera”, bo to w końcu on ją kreuje: wybiera perukę i garderobę, narzuca temat rozmów i planuje, gdzie spędzą wakacje. Poza tym jest zawsze piękna i młoda. Czy jest jakiś problem, z którym taka para mogłaby przyjść do psychoterapeuty? Tak. Wszechogarniająca i obezwładniająca nuda.

Ostatnie Wpisy

Opublikuj Komentarz